
Poliestrowa bluza, elastyczne legginsy, polarowa kurtka — spora część ubrań w studenckiej szafie powstała z włókien z tworzyw sztucznych, a każde pranie zostawia po nich w wodzie drobne cząstki. Europejska Agencja Środowiska opisała, jak duży jest ten problem i kiedy nowe ubrania uwalniają go najwięcej. Okazuje się, że wiele można zmienić zwykłymi nawykami przy praniu i zakupach — a na końcu możesz sprawdzić, czy wiesz, co dzieje się z włóknami po wyjęciu ubrań z bębna.
Mikroplastik to maleńkie cząstki tworzyw sztucznych. Część powstaje celowo, na przykład jako dodatek do kosmetyków, a część wydziela się niezauważenie, gdy zużywają się przedmioty codziennego użytku. Do tej drugiej grupy należą też ubrania z poliestru, poliamidu czy akrylu. Podczas prania, suszenia, a nawet zwykłego noszenia ich włókna kruszą się i odrywają, a z wodą z pralki trafiają do kanalizacji.
Syntetyczne włókna stanowią dziś dużą część rynku. Według briefingu Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) z 10 lutego 2022 roku tekstylia syntetyczne stanowią około 60% używanych włókien tekstylnych.
Z szacunków przytoczonych przez EEA wynika, że w Europie do wód powierzchniowych trafia rocznie około 13 000 ton mikrowłókien tekstylnych, czyli około 25 gramów na jednego mieszkańca. Dane pochodzą z analizy Eunomia i ICF z 2018 roku. To około 8% wszystkich pierwotnych mikroplastików uwalnianych do wód w Europie.
Na świecie proporcje są inne. Według EEA tekstylia syntetyczne odpowiadają za 16–35% mikroplastiku trafiającego do oceanów, a ich roczny wkład szacuje się na 200 000–500 000 ton. Różnice między liczbami biorą się z odmiennych metod liczenia, więc warto je traktować jako rząd wielkości, a nie dokładny wynik.
Najwięcej cząstek syntetyczne tkaniny uwalniają na początku. Briefing wskazuje, że dzieje się to głównie podczas pierwszych 5–10 prań. Dlatego szybka moda, w której ubrania są noszone krótko i szybko się zużywają, ma zdaniem EEA nieproporcjonalnie duży udział w problemie.
Do tego dochodzi powietrze. Jak podaje EEA, powołując się na badanie OECD z 2020 roku, nawet do 65% mikroplastiku z tekstyliów może trafiać do atmosfery podczas suszenia i noszenia ubrań. Pralka to więc tylko jedno z miejsc, w których włókna się uwalniają.
Briefing mówi o „sposobach użytkowania”, które pomagają ograniczyć emisję. Dla studenta z pralką w akademiku albo we wspólnym mieszkaniu przekłada się to na kilka prostych zasad:
EEA zwraca uwagę, że samo przejście na włókna naturalne nie rozwiązuje sprawy, bo i one się strzępią, a poliester z surowców roślinnych nie rozkłada się biologicznie. Agencja zachęca do modeli, które promują ponowne użycie ubrań. Dla kupującego oznacza to dłuższe noszenie, naprawianie i oddawanie rzeczy dalej, a to ogranicza liczbę nowych ubrań, które najmocniej sypią się na początku.
Agencja wymienia też rozwiązania po stronie producentów, na przykład pranie wstępne w zakładach produkcyjnych, które mogłoby wychwycić sporo luźnych włókien, zanim ubranie trafi do sklepu.
Włókna, które przejdą przez pralkę, trafiają do oczyszczalni. Według EEA tylko około 56% europejskich gospodarstw domowych jest podłączonych do wysokosprawnych oczyszczalni trzeciego stopnia. Niektóre technologie mogą usunąć ze ścieków nawet 98% mikroplastiku, ale najdrobniejsze cząstki, mniejsze niż 0,02 mm, są trudniejsze do wychwycenia. Osad ściekowy używany jako nawóz bywa z kolei drogą, którą mikroplastik wraca do środowiska.
Przepisy też zaczynają reagować. Według briefingu Francja jako pierwszy kraj wprowadziła obowiązek wyposażania pralek w filtr mikrowłókien, który ma obowiązywać od stycznia 2025 roku.
Mikroplastik z ubrań to realny, choć trudny do dokładnego policzenia problem. Najwięcej włókien uwalniają nowe, syntetyczne rzeczy podczas pierwszych prań, a pomagają: rzadsze pranie, filtr w pralce, dłuższe noszenie i naprawianie ubrań.
Źródło: Europejska Agencja Środowiska (EEA), „Microplastics from textiles: towards a circular economy for textiles in Europe”, briefing z 10 lutego 2022 roku, treści EEA udostępniane na licencji CC BY.
5 pytań · minuta