
Metka z boku swetra to nie tylko rozmiar i symbol prania. Unijne rozporządzenie o nazwach włókien tekstylnych określa, jak sprzedawca ma opisać skład ubrania, kiedy wolno napisać „100%” i o czym musi uprzedzić, jeśli w rzeczy są elementy pochodzenia zwierzęcego. Inspekcja Handlowa co jakiś czas sprawdza, czy etykiety mówią prawdę – i wyniki potrafią zaskoczyć. Wyjaśniamy, jak czytać metkę przed zakupem – a na końcu możesz sprawdzić, czy rozszyfrujesz ją bez pomocy.
Zasady opisu ubrań w całej Unii Europejskiej ustala rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1007/2011 w sprawie nazw włókien tekstylnych. Wynika z niego, że każdy wyrób włókienniczy sprzedawany w sklepie musi mieć etykietę albo oznakowanie z informacją o składzie surowcowym. Etykieta ma być trwała, czytelna, widoczna i łatwo dostępna, a jeśli jest wszyta lub przypięta – starannie przymocowana.
Skład musi być wyraźnie widoczny dla klienta jeszcze przed zakupem, także wtedy, gdy kupujesz przez internet. Przepisy mówią też, że opis składu podaje się czytelnie, jednolitym drukiem – tej samej wielkości i tym samym krojem czcionki.
Do opisu składu wolno używać wyłącznie nazw włókien wymienionych w załączniku do rozporządzenia. Te nazwy są zastrzeżone: nie można ich używać do innych włókien ani w pełnej formie, ani w postaci rdzenia czy przymiotnika. Rozporządzenie podaje też przykład: słowa „jedwab” nie wolno używać tylko po to, by opisać wygląd albo formę nitki z innego włókna.
Określenia „100%”, „czysty” albo „wykonany w całości z” mogą się znaleźć tylko na wyrobach, które w całości składają się z jednego włókna. Przepisy dopuszczają niewielkie odstępstwa:
Ubranie z mieszanki opisuje się nazwą i procentową zawartością każdego włókna – w kolejności malejącej, od tego, którego jest najwięcej. Włókna, z których każde stanowi do 5% masy wyrobu albo które razem stanowią do 15%, można zebrać pod hasłem „inne włókna” z łączną zawartością procentową – pod warunkiem, że w chwili produkcji trudno je dokładnie określić.
Jeśli w ubraniu są części nietekstylne pochodzenia zwierzęcego, na przykład skórzane naszywki, futrzane wykończenie kaptura albo pióra, metka musi zawierać zdanie: „Zawiera nietekstylne części pochodzenia zwierzęcego”. Taka informacja nie może wprowadzać w błąd i ma być łatwa do zrozumienia. To ważne dla osób, które z różnych powodów nie chcą kupować rzeczy z elementami odzwierzęcymi.
Inspekcja Handlowa w 2019 r. skontrolowała 422 przedsiębiorców i 2585 partii odzieży: wierzchniej, sportowej, wizytowej i wyrobów pończoszniczych. Zakwestionowała 687 partii, czyli 26,6 proc. Najczęstszym problemem w oznakowaniu było nazewnictwo włókien niezgodne z rozporządzeniem – dotyczyło 439 partii. W 29 partiach brakowało informacji o składzie w ogóle.
Jeszcze ciekawsze były badania laboratoryjne. Na 352 sprawdzone partie skład niezgodny z deklarowanym miało 173, czyli 49,1 proc. Różnice bywały duże: w jednej z koszul zamiast zadeklarowanych 80% bawełny i 20% poliestru laboratorium znalazło 60,7% bawełny i 39% poliestru.
Z tego samego raportu wynika jeszcze jedna rzecz: oznaczenie sposobu konserwacji, czyli popularne symbole prania i prasowania, jest dobrowolne. Skład – obowiązkowy.
Skład ubrania musi być na metce i w opisie produktu w sklepie internetowym, a włókna wymienia się od tego, którego jest najwięcej. Napis „100%” oznacza jedno włókno, z tolerancją 2% (albo 5% po zgrzeblaniu). Elementy ze skóry, futra czy piór sygnalizuje osobne zdanie na etykiecie. A jeśli metka budzi wątpliwości, warto pamiętać, że kontrole regularnie wykazują rozbieżności między deklarowanym a rzeczywistym składem.
5 pytań · minuta